Bardzo subiektywna relacja z IV PÓŁMARATONU MONDI
Dodane przez MG dnia Wrzesień 21 2015 16:18:29

W ubiegłą niedzielę (13 IX) odbył się bieg na dystansie 21,1km czyli popularny półmaraton, organizowany przez firmę Mondi. To już czwarta edycja tej imprezy, która była częścią dużego projektu pod nazwą „Po obu stronach Wisły” ze startem na rynku w Chełmnie i metą w Świeciu przy SP8 na osiedlu Marianki. Uczniowie naszej szkoły już wcześniej brali udział w biegach długodystansowych na dystansach 5-21km,  więc w „domowej” imprezie również chcieliśmy być widoczni. Pierwotnie w biegu miała wziąć udział czwórka uczniów – Jan i Konrad Błachowicz, Jonatan Konieczka i  Kamil Kołodziejczak (wszyscy już w ubiegłym roku udanie debiutowali na dystansie półmaratonu w Bydgoszczy), jednak choroby, kontuzje i sprawy rodzinne sprawiły, że obok mnie na starcie stanął tylko Konrad Błachowicz. 


Treść rozszerzona

Impreza miała charakter lokalny i amatorski, jednak z tym trudnym fizycznie dystansem postanowiło zmierzyć się ponad setka uczestników, co jak na małe środowisko nie jest wynikiem złym i świadczy o rosnącej popularności sportu amatorskiego. Bieg ukończyło 99 zawodników.

PRZED STARTEM… Przeddzień jak i dzień startu to szczególny czas dla długodystansowca, w którym ważny jest nie tylko sam bieg, ale wszystkie sprawy „okołobiegowe”. Trzeba zjeść w odpowiednim czasie kolację i śniadanie czyli tzw. ładowanie węglowodanowe, by zapewnić zasoby energii na cały dystans. Trzeba pamiętać o odpowiednim nawodnieniu już dzień przed startem, przyjąć porcję witamin i minerałów by nie doprowadzić do odwodnienia organizmu i prawidłowej pracy mięśni. Trzeba też przygotować organizm do wysiłku, zarówno fizycznie jak i mentalnie. Cała ta otoczka jest widoczna u wszystkich uczestników zawodów - każdy oczywiście uzbrojony w odpowiednią formę, bez której pokonać biegiem 21km się nie da, i przygotowany logistycznie. W biurze zawodów meldujemy się wcześnie rano, odbieramy pakiety startowe i szykujemy się do startu. O 10:15 organizatorzy wywożą nas autokarami do Chełmna i tam mamy czas na rozgrzewkę i omówienie taktyki biegu. Pogoda do biegu wręcz idealna – temperatura w granicach 14 - 16st.C, lekki, nieprzeszkadzający wiaterek i zachmurzone niebo. Mnie zwłaszcza cieszy brak słońca, na które mój organizm źle działa w trakcie wysiłku. Po solidnej rozgrzewce, podczas której omawiamy z Konradem taktykę biegu, punktualnie o 11 stajemy na starcie. Ustalamy cel wynikowy, którym jest poprawienie czasu z  ubiegłorocznego Półmaratonu Bydgoskiego, w którym Konrad zrobił niezłe 1:39:40 (średnie tempo kilometra 4:42). Zadanie niełatwe, bo to nie jest wolno jak na półmaraton, ale ponieważ profil trasy i pogoda sprzyja dobremu wynikowi, więc cel może być tylko jeden: „życiówka” Konrada J.

 BIEG. Zaczynamy zgodnie z ustaleniami, czyli bardzo spokojnie pierwsze kilometry. Właśnie te pierwsze kilka kilometrów są bardzo ważne, bo z reguły na nich amatorzy popełniają największy błąd – za szybki początek, narażając się na męczarnie w końcówce i grzebiąc tym samym szanse na dobry wynik. To czas, gdy naładowany adrenaliną startową i niezmęczony jeszcze organizm przecenia swoje możliwości i wtedy niemal pewne problemy na drugiej połowie dystansu. Biegniemy razem kontrolując tempo, pilnując by nie było za szybko i stawiając na dyscyplinę i ekonomię biegu. Pierwsza „dziesiątka” ma być pokonana ze średnią w okolicach 4:45/km, a nawet wolniej i tak też robimy. Pierwsze dwa kilometry ciut szybciej, bo z górki (4:11 i 4:38), ale potem już z dyscypliną. Po około 20 minutach biegu przekraczamy most na Wiśle i kierujemy się w lewo, w stronę Gruczna. Tempo nadal równe, bez szarpania, rozmowy ograniczone do minimum by nie tracić rytmu oddechowego. Już na 4-5km formuje się grupa około 7-8 osób biegnących podobnym tempem. W grupie zawsze raźniej, weselej, no i zdecydowanie szybciej kilometry ubywają. Zawsze też można schować się za plecami w przypadku wiatru od czoła. Na 7-mym km planowo zjadamy pierwszą porcję żelu energetycznego i powoli zbliżamy się do punktu kontrolnego na 10km. Tempo 4:45/km miało dać międzyczas na 10km - 47min30sek i meldujemy się niemal w punkt (47:23). Któryś z sędziów krzyczy, że jesteśmy na ok. 55-56 miejscu, co lekko mnie zaskoczyło, gdyż taki międzyczas na dużym półmaratonie zapewniałby miejsce wyraźnie w górnej połówce stawki. Nie przejmujemy się tym za bardzo, gdyż nadal celem jest wynik, nie miejsce na mecie. Najważniejsze, że udało się utrzymać w miarę spokojne tempo i nie stracić za dużo sił. Po przekroczeniu 10km krótka wymiana zdań z Konradem na temat samopoczucia i decyzja jest jedna: podkręcamy tempo! Na mecie ma być under 1h40min więc trzeba zacząć urywać sekundy z kolejnych kilometrów. 11km – 4:37; 12km – 4:39; 13km – 4:35; 14km – 4:27. Od 12kilometra czyli od Gruczna zaczyna się trudniejszy odcinek półmaratonu, gdyż profil trasy się lekko pofałdował. Na podbiegach staramy się nie zwalniać i to sprawia, że nasza grupa bardzo szybko się rozpada. Z 8 osób zostało już tylko 3ch – Konrad, biegacz z numerem 84 (Dariusz Nędzusiak z Aleksandrowa) i ja.  Zaczynamy przesuwać się w klasyfikacji generalnej, co dodaje nam skrzydeł.  Stopniowo doganiamy i wyprzedzamy poszczególne grupy zawodników. Gdy zbliżamy się do 15go km nadal trzymamy tempo ok. 4:35/km choć już zaczyna nakładać się zmęczenie. Pochłaniamy drugą, ostatnią porcję żelu i mkniemy w stronę Przechowa. Do mety coraz bliżej – 6 km, straty z pierwszej, wolniejszej dziesiątki powoli odrobione, ale zaczynają się najtrudniejsze kilometry. Doświadczeni maratończycy mówią, że do półmetka trzeba biec z głową (szybko, ale najwolniej jak potrafisz), a drugą połowę z sercem… Od 16km widzę kryzys u Konrada (u siebie zresztą też, choć tego nie zdradzam…), ale nie pozwalam mu zwolnić. To silny, twardy chłop i nie pękł, nie zwolnił, za co należą mu się słowa uznania. Stawiam za cel kolejnych biegaczy, których mamy dogonić (wyprzedzić)  i nam się to skutecznie udaje.. Na wysokości Mondi wyprzedzamy czołówkę kobiet i oglądamy z bliska fragment pięknej walki o zwycięstwo pomiędzy Katarzyną Oleksińską i dwukrotną zwyciężczynią naszej „Świeckiej Piątki” Sylwią Marchlewską ze Świecia. Obie biegną bardzo blisko siebie. Obu gratulujemy tempa biegu i życzymy powodzenia na ostatnich kilometrach. Na 19tym kilometrze bardzo zabawna dla wszystkich uczestników sytuacja: prywatny „punkt odżywczy” przygotował Paweł Dzierliński – znany i bardzo dobry maratończyk, który nie mógł wziąć udziału w biegu. Czegoż tam nie było: leżaki, fotele turystyczne, grill (kiełbaski!!!), banany i napoje mające niewiele wspólnego z wysiłkiem fizycznym J Oczywiście mając przed sobą jeszcze trochę pracy do wykonania i bardzo realne wykonanie zadania, pozdrawiamy pomysłowego kolegę, ale z dobrodziejstw punktu odżywczego nie korzystamy i pędzimy dalej 4:30/km. Do mety zostało już niewiele ponad 2km. Ja już wiem, ze się uda, bo mamy ponad minutę zapasu. Konrad chyba też, bo o jakimś zwolnieniu już nie przebąkuje, a i bliskość mety nieuchronna. Czas na mecie 1:38:XX bardzo, bardzo realny. Kiedy mijamy 20sty kilometr następuje szybka kontrola czasu i już wiadomo, że nawet 1h38’ możemy złamać, trzeba tylko w miarę szybko pokonać ostatni podbieg na Mariankach i do mety zostanie tylko pół kilometra. Biegniemy cały czas w trójkę. Gdy zbliżamy się do mety i jesteśmy już na ostatniej prostej prawie bez słów ustalamy, że na metę wpadamy razem, bez ścigania się. Zwykła ludzka solidarność współzawodnicza. 21 kilometrów wspólnej walki, motywowania się nawzajem, dzielenia się wodą, to i ostatnie 100m też razem. Mały, a jakże sympatyczny i wymowny gest. Jeszcze przed metą dziękujemy sobie za prawie 100 minut wspólnego biegu i z radością patrzymy na zegar na mecie pokazujący 1h37’53”.  

NA MECIE. Konrada nowy rekord życiowy w półmaratonie poprawiony o 2 minuty! Oficjalny czas 1h37’48” Jest radość J Okazało się że drugą połowę dystansu pobiegliśmy na tyle szybko, że przesunęliśmy się o 20 pozycji w klasyfikacji generalnej. Konrad był 36ty, ja 37my. W swojej kategorii wiekowej (18-29 lat) Konrad zajął bardzo wysokie 4 miejsce i do podium zabrakło naprawdę niewiele, ale tak jak wspomniałem i tak jest radość. Półmaraton to na tyle trudny i długi dystans, ze samo jego przebiegnięcie jest sukcesem dla kogoś biegającego amatorsko. Jest zwycięstwo nad sobą, nad swoimi słabościami, nad kryzysem i chwilą zwątpienia na trasie. Okazuje się, że jak się bardzo chce i jest się twardym to można. Gratulacje Konrad!

Mariusz Majka